WIESŁAWA:
Ja – kobieta, matka, nauczycielka, wolontariuszka. Ja – co zdecydowało, że jestem, kim jestem? Na pewno – inkubator – ja, matka byłam inkubatorem dla czwórki swoich dzieci. Jako inkubator, jestem też nośnikiem genów. Genów, które uzyskałam od przodków i przez dzieci przekazałam je swoim jedenastu wnukom. Geny, w których zapisana jest posługa, służba, działalność na rzecz innych osób.  Jako nastolatka byłam przyboczną w drużynie harcerskiej, prowadziłam swój zastęp, pomagałyśmy starszym osobom. W szkole średniej – wstąpiłam do PCK – by pełnić rolę młodzieżowego Instruktora PCK i udzielać różnorodnej pomocy młodszym i starszym.

Początek mojego – kobiecego – rozwoju zaczął się po studiach. Rozpoczęłam pracę jako nauczycielka w szkole średniej. Ten zawód traktowałam jak służbę. Tłumaczyłam, wyjaśniałam, wspierałam uczniów i rodziców. Podziękowania słowne „dziękuję za…” były motorem do dalszej pracy, nadanie jej sensu.

W dalszym ciągu – aktywnego – rozwoju, wzmacniałam swoje cechy, by aktywniej działać na rzecz innych, w trakcie pracy zawodowej na rzecz dzieci, młodzieży i ich rodziców, dzisiaj będąc na emeryturze na rzecz głównie seniorów. I nie chodzi mi tylko o aktywność fizyczną, chociaż staram się aktywnie ćwiczyć, ale o aktywność na rzecz innych. Ponad dziesięć lat temu, ukończyłam roczny kurs dla wolontariuszy. Po co? Dlaczego? Dzisiaj się przydaje, bo wiem jak działać na rzecz innych. Wzmocniłam też swoje cechy. Życie pisze różne scenariusze. Nabywamy w nim doświadczeń, kiedy w życiu napotykamy zakręty. Tych zakrętów w moim życiu było sporo, jestem jak to się mówi: kobietą po przejściach. Te zakręty nauczyły mnie spojrzenia holistycznego, radzenia sobie w każdej sytuacji, rozwiązywania konfliktów, mówienia „nie”. To, co dzisiaj jest w podręcznikach psychologii, czego uczą się młodzież i dorośli  na różnorodnych kursach psychologicznych, ja musiałam nauczyć się sama, dojść do właściwych wniosków, które zdecydowały, że jestem dzisiaj tu, gdzie jestem. Po przejściu na emeryturę, zmieniłam środowisko, znajomych, poznałam nowe koleżanki i udzielam się  jako wolontariusz. To co robię – robię nie tylko dla siebie, ale też dla swoich dzieci i wnuków. Swoim zachowaniem, postawą pokazuję im, jak można zmieniać swoje życie, by nie być wykorzystywaną, by doceniać siebie i być ważną dla siebie.

W trakcie mojego – rozwoju – zmieniałam się. Zwiększałam swoją wiedzę, swoje kompetencje, swoje umiejętności, swoje podejście do życia i ludzi. Na pewno na mój rozwój najpierw miała wpływ moja rodzina, potem książki i ludzie , którzy mnie otaczali. Czytam książki od kiedy nauczyłam się czytać. Do dzisiaj z tego powodu noszę okulary, bo czytałam pod kołdrą przy latarce, a nawet przy świetle docierającym przez okno z latarni ulicznej. Czytanie książek, artykułów stało się moją pasją. Druga moja pasja to działanie w tej chwili na rzecz seniorów i dzieci. Brałam udział w różnorodnych projektach, działając lokalnie, organizując działania na rzecz seniorów i dzieci. Działania te dają mi siłę do życia, pokonywania trudności, odczuwam siłę kobiet, gdy działamy wspólnie.

Dlatego zgłosiłam się do projektu IKAR, wysłałam formularz zgłoszeniowy i zostałam zakwalifikowana. Dzięki uczestnictwu w tym projekcie zwiększę swoją wiedzę, świadomość, pewnie nawet dowartościuję się. Okazuje się, że będąc emerytką można dalej być aktywną i działać na rzecz społeczności lokalnej, poznawać wiele wspaniałych i wartościowych kobiet. Czerpać od nich siłę i radość. Dziękuję