Kobieta Sybiru: Cieknące wrzody i lodowata woda

W czteroodcinkowym cyklu przedstawiamy Kobiety Sybiru z gmin Suchowola i Jaświły
Cztery opowieści przesłała nam Krystyna Gudel, poetka z Suchowoli i Przyjaciółka Podlaskiej Redakcji Seniora. Bohaterką pierwszej opowieści jest Irena Klejko

 

 

Pani Irena Kiejko, z domu Łukian, mieszkanka Sokółki, z determinacją próbuje odtworzyć kilka lat z dzieciństwa, które wydarła im wojna. W 1941 roku, tak jak wielu innych, zostali deportowani na Syberię: mama, siostra Stanisława i brat Henryk. Ojciec w 1939 roku poszedł   na wojnę.

W nieludzkich warunkach, pociągiem towarowym, bez ogrzewania,  przez kilka tygodni wieziono ich do Kraju Krasnojarskiego. Stłoczeni do granic możliwości. Zamiast toalety dziura     w podłodze wagonu, gdzie na oczach współpodróżnych załatwiało się sprawy fizjologiczne. Kobiety robiły prowizoryczny parawan z kap i koców, aby spowodować choć trochę intymności. Ale cóż to była za intymność?

Gdy dotarli na miejsce, po zakwaterowaniu w barakach, wraz ze znajomymi z okolicznych wsi i z poznanymi w podróży, otrzymali przydział pracy w kołchozach: Krasnoznamie, Parnaja, Tołkino, Użur, Sorokino. Dorośli pracowali w polu, wykonując prace sezonowe, zaś dzieci zbierały kłosy, zaś w lesie gałązki na opał. Po pracy mama jeszcze dodatkowo szła na pole, aby znaleźć kilkanaście kłosów. Z nich było trochę ziaren na mąkę, a więc i chleba można było potajemnie spróbować. Po niespełna rocznym pobycie matkę aresztowano, chyba za podkradanie ziaren zbóż    i innych produktów. Dzieci zostały same. Brat Henryk zmarł z wycieńczenia, a Irenę z siostrą Stanisławą umieszczono w ochronce. Przebywały w dwóch różnych ochronkach. Warunki bytowe były ciężkie, znów głód, chłód i brak opieki lekarskiej. Dzieci często chorowały, nie były leczone,  a więc umierały. Pani Irena zapamiętała lodowatą wodę, gdy prowadzono dzieci do łaźni. Zaczęła chorować na nogi, które pokryły się wyciekającymi wrzodami. Ból był straszny. Dokuczały też częste i długotrwałe biegunki, wymioty i kaszel.

W 1945 roku dzieci z ochronek przewieziono do Polski. Siostry trafiły do Witkowic. Rozpoczęto poszukiwania rodzin. W 1946 roku po Irenę i Stanisławę zgłosił się ojciec, który szczęśliwie wrócił z wojny. Kilkuletnia Irena nie wiedziała, kim był mężczyzna, który po nie przybył. Starsza siostra szybko odkodowała w pamięci obraz ojca. Wrócili razem do Teolina.

Pazur wojny wbił się głęboko. Pani Irena ma zniszczone zdrowie, a w psychice zadomowił się lęk i nieustająca obawa o bezpieczne jutro.

 

Wspomnienia spisała Krystyna Gudel

l

                                                                       Biebrzańskim Szlakiem Nr 1 (23)/18, s. 22-23